sobota, 12 marca 2016

ROZDZIAŁ 102

Z perspektywy Michała :

Poszedłem na trening, trochę uspokojony rozmową z Mileną. Cieszę się, że powiedziałem jej prawdę. Teraz Monika nie ma już na mnie żadnego haka i mogę spokojnie czekać na to, co mi los przyniesie. Jednak ta sprawa nadal nie dawała mi spokoju. Nie, żebym nie chciał tego dziecka, co to to nie. Ale to z Milą będę wychowywał nasze maleństwo. Oczywiście, nie będę się migał od odpowiedzialności, ale mimo wszystko boję się, że to będzie prowadziło do kłótni między nami. W końcu trening się skończył. Szedłem korytarzem z chłopakami, kiedy nagle podeszła do nas Monika :

- Co Ty tu znowu robisz ? - nawet nie próbowałem udawać, że jestem dla niej miły, bo zaczynała mnie poważnie denerwować swoją natarczywością.
- Musimy porozmawiać Michał.
- Nie, my nic nie musimy. I nie mamy o czym rozmawiać.

Chciałem odejść i dogonić chłopaków, ale Monika złapała mnie za rękę i powiedziała :

- Chcesz, żeby Twoja ukochana Milenka się o wszystkim dowiedziała ?
- Wiesz co ? Żałosna jesteś. I pewnie się zdziwisz, ale nie masz mnie już czym szantażować.
- Co ? Jak to ?
- Tak to. Sam powiedziałem o wszystkim Milenie.
- Tak po prostu ? I nie zostawiła Cię ?
- Nie, wręcz przeciwnie. Wspiera mnie we wszystkim.

Zbliżyłem się do niej i powiedziałem :

- Żałuję, że straciłem na Ciebie tyle czasu. Jak mogłem być taki głupi i nie zauważyć wcześniej jak podłą osobą jesteś naprawdę.
- Nie, Michał. To nieprawda. Ja po prostu... Nadal Cię kocham i tęsknię za Tobą. Wiem, że nadal moglibyśmy być szczęśliwi. Ty, ja i nasze dziecko.....
- Nie mam pewności, że to jest moje dziecko. Jak się urodzi, to zrobimy badania DNA i wtedy będę się dokładał finansowo i pomagał Ci, ale nie licz na nic więcej z mojej strony.
- Michał, dlaczego Ty taki jesteś. Ja wiem, że Ty nadal mnie kochasz... Proszę Cię.

Zaczęła się do mnie zbliżać i chyba chciała mnie pocałować, dlatego szybko się odwróciłem a tam zauważyłem Milenę, która nam się przyglądała. Natychmiast do niej podszedłem :

- Chodźmy stąd skarbie.

Wziąłem ją za rękę i odeszliśmy. Szliśmy korytarzem w ciszy, którą po chwili przerwała Milena :

- Michał, co to było ? O czym Wy rozmawialiście ?
- Skarbie, to nic ważnego, serio. Nie chcę Cię denerwować.
- Michał, ale...
- Proszę Cię, zaufaj mi. Tylko staraj się o tym nie myśleć, bo nie zniósłbym, gdyby Tobie albo naszej niuni coś się stało, bo się za bardzo zdenerwowałaś. To Ty jesteś teraz najważniejsza. Ty i nasza niunia.
- No dobrze, masz rację. Postaram się o tym nie myśleć.
- No i prawidłowo. A teraz idziemy do pokoju, ja wezmę prysznic a Ty sobie odpoczniesz i razem pójdziemy coś zjeść, ok?
- Jak sobie życzysz kapitanie.

Uśmiechnąłem się, pocałowałem ją w dłoń i razem poszliśmy do pokoju. Kiedy weszliśmy do środka dostałem jakiegoś dziwnego smsa od nieznanego numeru " Uważaj na Kurka, bo on wcale nie przestał kochać Twojej dziewczyny i zanim się obejrzyj, odbije Ci ją '' . Zdziwiłem się bardzo, co to mają być za żarty ? Jednak postanowiłem się tym nie przejmować, bo ufałem Bartkowi. W końcu to mój przyjaciel. Starałem się wyrobić się jak najszybciej z prysznicem i potem zeszliśmy na stołówkę. Były wolne miejsca przy stoliku, przy którym siedział Kuraś, więc koło niego usiedliśmy :

- Siema Kubiaki - powiedział
- Cześć Bartek, co dziś dobrego ? - spytała Mila.
- A same pyszności.

Pokazał jej talerz a ona powiedziała :

- Misiu, poszedłbyś i mi nałożył ? Bo jestem potwornie głodna.
- Już lecę skarbie.

Poszedłem do lady, wziąłem tacę i nałożyłem, w międzyczasie zerknąłem na miejsce, w którym siedziała moja dziewczyna i mój przyjaciel. Coś mnie ukuło, kiedy zobaczyłem jak on się do niej uśmiecha, tak jakby... z nią flirtował ? Nie, to niemożliwe. Na pewno tylko mi się przywidziało. Przecież Bartek się zmienił, przysiągł, że nie będzie się do nas wtrącał. Ogarnij się Michał, bo zaczynasz świrować.

Z perspektywy Igły :

Jak ja się cieszę, że pogodziłem się z Kasią. Nie chcę jej stracić, a wiem, że jeśli będę nadal taki zazdrosny, to ona się w końcu wkurzy i mnie zostawi. Musiałem to jakoś zwalczyć. Dzisiaj miał być ten dzień, kiedy Iwona miała mi przywieźć dzieciaki. Mieliśmy powiedzieć im o tym, że się rozwodzimy i że Kasia i ja jesteśmy razem. Bałem się tego, bo oni są jeszcze mali i wiem, że mogą tego nie zrozumieć. Poza tym nie miałem pojęcia, co Iwona im naopowiadała. Nawet nie zauważyłem, kiedy do pokoju weszła Kasia :

- Denerwujesz się ? - spytała.
- Tak, nawet nie wiesz jak bardzo. Wiem, że Domi i Seba nie bardzo rozumieją jeszcze to wszystko ale chciałbym, żeby zaakceptowały mój wybór.
- Spokojnie, będzie dobrze. Przecież to Twoje dzieci, więc na pewno są tak mądre jak ich tata.
- Dziękuję skarbie, nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobił.
- Oj zginąłbyś. - zaśmiała się a ja z nią. To niesamowite jak ta dziewczyna potrafi poprawić mi humor. I właśnie za to ją kocham.

Nagle usłyszałem dźwięk telefonu. Przełknąłem ślinę, bo wiedziałem, że znaczy to, że Iwona i dzieciaki są już na miejscu. Kasia spytała :

- Iść z Tobą ?
- A mogłabyś ?
- No pewnie, przecież wiesz, że Cię będę wspierać. Zawsze i wszędzie.
- Dziękuję.

Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy na dół, gdzie koło samochodu czekały już moje kochane szkraby. Jednak już po ich minie wiedziałem, że coś jest nie tak, bo normalnie to biegłyby już do mnie a oboje kurczowo trzymali się Iwony, zwłaszcza Domi. Podeszliśmy jednak i powiedziałem :

- Hej kochani, no co Wy ? Nie przywitacie się z tatusiem ?
- Nie - odpowiedział Sebastian.

Ukucnąłem przed nimi i spytałem :

- Ej, co się z Wami stało ?
- Już wszystko wiemy, nie musisz dłużej udawać.
- Ale.. ale co wiecie ?
- Że nas zostawiasz dla niej - wskazał ręką na Kasię, która stała z boku - jak możesz tato ?
- Nie, Sebastian posłuchaj, ja Wam to wszystko wyjaśnię.
- Nie musisz nic wyjaśniać. Powiem Ci tylko, że jeśli zostawisz nas dla tej dziewczyny - to ja Cię nienawidzę.

I właśnie w tej chwili pękło mi serce. Bałem się, w głębi serca bałem się, że tak będzie. Czułem, że Iwona jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, ale miałem nadzieję, że nie będzie nastawiała dzieciaków przeciwko mnie i Kasi. Przecież to jest dziecinne i takie żałosne. Po chwili podeszła do nas Iwona i powiedziała :

- Sebastian, wejdźcie do środka i idźcie do restauracji. Mama zaraz przyjdzie.
- Ok.

Mój syn wziął siostrzyczkę za rękę i po chwili już ich nie było w zasięgu wzroku. Spojrzałem na Kasię, miała potworne łzy w oczach.

- Kasia...

Jednak nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, bo odbiegła w stronę lasu.Widziałem ile bólu jej to sprawiło i najgorsze jest to, że nie mogłem nic na to poradzić. Iwona stała i patrzyła na mnie z tym swoim wrednym uśmieszkiem. Natychmiast do niej podszedłem wściekły :

- Co Ty sobie wyobrażasz, co ?
- Nie wiem o czym mówisz.
- Napuściłaś na mnie dzieciaki. Jak mogłaś ? Nie wstyd Ci ?
- Oj kochanie, już Ci mówiłam. Ze mną tak łatwo nie wygrasz. Chcesz być z tą zdzirą, proszę bardzo. Ale o kontaktach z dziećmi, to zapomnij. Przemyśl sobie to wszystko.

I odeszła a ja zostałem z pustką w głowie.

Z perspektywy Ani :

Weszłam wściekła na górę. Najpierw olewa mnie i zachowuje się jakbym nie istniała, a teraz jeszcze śmie mieć do mnie o to pretensje ? No chyba wolne żarty, ja mu na to nie pozwolę. Położyłam się na łóżku, bo głowa mi pękała od nadmiaru emocji, niestety tych negatywnych. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Miałam nadzieję, że to mama, niestety kiedy się odwróciłam, okazało się, że się bardzo pomyliłam. Zbyszek usiadł koło mnie na łóżku, jednak ja się znacznie się odsunęłam :

- Skarbie, proszę. Nie złość się na mnie.
- Jak mam się nie złościć ? Zachowywałeś się dzisiaj.... nawet nie mam słów, żeby to opisać jak. A teraz jeszcze miałeś do mnie pretensje, że sobie wyszłam. Nie uważasz, że to samolubne z Twojej strony Zbyszek ?
- Wiem, wiem. Masz rację. Miałem ciężki dzień. Powinienem odreagować w samotności, a nie się wyżywać na Tobie. Przepraszam. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.

Spojrzałam na jego twarz i zauważyłam skruchę. On chyba naprawdę żałował. No i co ja mam zrobić ? Potrzymać go w niepewności czy od razu mu wybaczyć ? Przecież to jasne, że go kocham i nie potrafię się na niego długo gniewać. Echh.. no mam za miękkie serce :

- Ale żeby mi to było naprawdę ostatni raz Zbyszek.
- Oczywiście, że ostatni kochanie. Obiecuję. Dziękuję Ci słońce.

Zbliżył się do mnie i pocałował, a ja to oczywiście odwzajemniłam. Ale nie na długo, bo musiałam dowiedzieć się, co się stało, że był taki jaki był cały dzień :

- Powiesz mi co się stało ?
- Ale z czym?
- No czemu się dzisiaj tak zachowywałeś, na pewno nie bez powodu.
- Potem skarbie, teraz się zrelaksujmy.
- Ale Zbyszek....
- Później.

I nie dane mi było już nic więcej powiedzieć, bo Zbyszek się położył i przytulił mnie do siebie a ja poczułam się tak dobrze, że nie chciałam już o nic pytać, żeby nie wszczynać kolejnej awantury. Ale niech sobie nie myśli, że ja odpuszczę. I tak się dowiem o co tu chodzi...